Napis „BB Komputer” nie wyróżniał się na tle innych szyldów „upiększających” Plac Zbytków. Za to godziny otwarcia już tak: „10:00–22:00”. Informatyka lubi życie nocne.
Wiktor Workiewicz mijał pawilon codziennie, po drodze z pracy i do pracy, z równym entuzjazmem co wobec prognozy pogody w listopadzie. Tylko na punkt „napraw komputerów (dawny Bar Mleczny)” zerkał z czułością. Tam kiedyś jadł bułkę z serem, pił mleko i poznał Krystynę. Złote litery wspomnień trochę mu zmatowiały, ale nie odpadły.
W wolnym czasie Wiktor zbierał znaczki. W międzyczasie spłodził syna i córkę (kolekcja „edycja rodzinna”). Gdy dzieci zaczęły regularnie wyciągać drobne na McDonalda, Wiktor – chcąc „edukować i oszczędzać” – kupił komputer. Żona wysłała go do Media Markt’u jak rycerza po Graala.
Radość trwała do pierwszego „granatowego ekranu”, który powitał go pełną listą obcych słów. Potem było miganie, chrupnięcie, cisza. Reanimacja nie pomogła. W sklepie usłyszał: „Gwarancja oczywiście, proszę wysłać całość w kartonie. Dwa tygodnie? Może trzy. A opakowanie pan zachował?” – „Zachowałem dzieci, kartonu nie”.
W „BB Komputer” przywitała go Jola. Uśmiech miała taki, że człowiek wierzył w odzysk danych i sens życia.
– Jak szybko i za ile? – wyjąkał Wiktor. – Bo wie pani, on nowy… na gwarancji…
– Widzę, że to pan jest nowy – odparła i podała mu spojrzenie z opcją „odśwież”. – Jola. A pan?
– Wiktor.
– Męskie imię. Zapraszam, panie Wiktorze, do biura. Kawa? Koniak?
– Ja tylko… diagnoza…
– O koszty proszę się nie martwić. Najpierw zadowolenie klienta, potem płatność.
– Ja już trochę zadowolony jestem – przyznał niechcący.
Korytarz z grubą wykładziną tłumił kroki, a Jola poruszała się tak, że wykładzina miała co tłumić. Salon – półmrok, skóra na fotelach miękka jak obietnice.
– Pozwoli pan, katalog usług – powiedziała, nachylając się nad biurkiem. Katalog najwyraźniej też miał usługi: na okładce akt z łukiem. Wiktor skojarzył Pirelli. Artemis była na czasie.
– Magiczna strzała Kupidyna – mruknęła Jola tuż obok ucha.
Wiktor zerknął jeszcze tylko na linijkę: „Usuwanie awarii (60 min) – 500 zł”. Resztę zasłonił mu puls.
– Dla nowych klientów – dodała – pięćdziesięcioprocentowy rabat.
Wyszedł z wizytówką, a z lokalu – z lekkim drżeniem w kolanach. W domu Krystyna w szlafroku w kwiatki przywróciła go do rzeczywistości skuteczniej niż reset BIOS-u.
– Drogo? – spytała.
– Parę stów. Nie wiem, czy to dobry punkt – bąknął.
– Źle traktują? Terminy?
– Nie… wręcz przeciwnie.
Noc przyniosła sen w wersji „18+”: klawiatura miękła pod palcami, a każdy klawisz odpowiadał przeciągłym „mmm”. Wiktor w roli Apolla porzucał listek figowy i… budzik.
Następnego dnia zwolnił się wcześniej z pracy. Kiedy Krystyna wróciła, zastała go przy komputerze z wypiekami.
– Ekspresowa naprawa? – zagaiła.
– Solidna – odparł, starając się brzmieć jak człowiek, któremu zainstalowano sterowniki do życia.
Wieczorem Krystyna, po myciu zębów:
– Dzisiaj nie jesteś upierdliwy. Dobrze się czujesz?
– A głowa cię nie boli?
– Mnie nie. Ty wyglądasz jak po maratonie.
Wiktor milczał. Nie był macho – raczej „macho-lite” – ale cios przyjął na klatę.
Po miesiącu komputer znowu się obraził. Wiktor wrócił do „BB Komputer” z prędkością pieszego w zachwycie. Nauka pisania dziesięcioma palcami nabierała sensu – w końcu ktoś wytłumaczył mu, gdzie jest „enter” i dlaczego czasem warto go nacisnąć.
– Te marketowe gruchoty są do bani! – wybuchła Krystyna. – Wezmę nadgodziny, bo się nie wyrobimy.
Wzięła. Rachunki rosły, a Wiktor coraz częściej przechodził koło dawnego Baru Mlecznego z sercem w gardle. Sam się zdziwił, ile erotyki mieści się w szyldzie „serwis”.
W końcu Krystyna coś poczuła – intuicję, nie zazdrość.
– Wiesz co, jak ty nie ogarniasz awarii, to ja. Idę na kurs komputerowy.
– Kobieto, podaj piwo, a nie kursy…
– Byłam w „BB Komputer”. Mają promocję.
Wiktor pobladł. Wiedział jedno: piękne rzeczy kończą się szybciej niż abonament.
Po pierwszej lekcji żona wróciła roztargniona, serial „Miłość w bramie” przegrał z patrzeniem w lustro. Po drugiej – już spokojna.
– Wybrałam opcję oszczędną. Jedna godzina miesięcznie. Pan Adam mówi, że wystarczy.
– Jaki Adam? – Wiktorowi zacięła się karta graficzna. – Nie uczy cię Jola?
– Nie znam żadnej Joli. Adam jest bardzo kulturalny – poprawiła włosy tak, jak się poprawia program – do wersji „wow”.
Dzieci tymczasem – urocze, wyrośnięte – wpadły z komunikatem: praca na próbę w „BB Komputer”. „Rodzinny pakiet” rozkręcał się szybciej niż wiatrak procesora.
Wiktor nie był głupi. Wiedział już, że „awarie” przychodziły po wysłaniu maila o treści: „Jola/Ania/Zosia/Frania”. Serwis reagował w kilka minut, a komputer „psuł się” jak na komendę. Program „Zadowolenie klienta – wersja deluxe”.
Finał? Krystyna coraz lepiej ogarniała skróty klawiszowe (szczególnie Ctrl–Alt–Del do złych nastrojów), dzieci zarabiały na kieszonkowe, a Wiktor… Wiktor kupił nowy klaser i zaczął zbierać zupełnie inne znaczki: uśmiechy w windzie, przelotne spojrzenia, drobne gesty. Nauczył się też jednego: w życiu, jak w komputerze, czasem trzeba wyczyścić cache i zainstalować aktualizacje. A erotyka? Działa najlepiej w trybie „domyślnym” – z lekkim półmrokiem i bez zbędnych wtyczek.
Czy Krystyna i Wiktor zdziwili się, że dzieci wybrały „BB Komputer”? O tym w tysiącpięćdziesiątym drugim odcinku „Miłości w bramie”. Zwiastun już wkrótce: „Nowe sterowniki, stare serca”.