W zaistniałej sytuacji nie mogłem pozwolić sobie w czasie studiów na jakiekolwiek potknięcie, a dusza z ciałem rwały się do „lekareczki”. Zabrałem się jednak ostro za naukę i aż dziw, że na uczelni szło mi wszystko jak po maśle.
Irenka posiadała poetycko romantyczną duszę; umówiliśmy się intensywnie o sobie myśleć każdego dnia o godzinie osiemnastej. Czułem w tym dziecinadę, ale czego się nie robi dla ukochanej? Poza tym w soboty i niedziele spotykaliśmy się, jak nie w Nysie to we Wrocławiu. Wykorzystywałem w pełni rodzinną legitymację kolejową.
Trwająca wiosna wyzwalała nieposkromione namiętności.
Na początku dopiero co rozpoczętego tygodnia, gdy liczyłem niecierpliwie dni do jego zakończenia, w Katowicach nagle zjawiła się Irenka. W bagażu przywiozła tylko delikatną, różową piżamkę.
Jestem przekonany, że babcine, kuchenne łóżko nie przeżyło nigdy takich gwałtownych uniesień. Natomiast sama babcia okazała się tym razem mniej dyskretna. Gdy usłyszałem skrzyp otwieranych drzwi jej pokoju, zdążyłem jedynie, bez dolnej części garderoby (górnej oczywiście też nie miałem), stanąć przed kredensem i wyciągać szklankę.
– Co tu się dzieje?
– Ach nic, tylko mnie suszy.
– Tak, taaaak… uważaj tylko żebyś się nie przeziębił! – Babcia wymownie skierowała wzrok na wciąż, bezwstydnie sterczącą goliznę.
Następnego dnia moja ukochana uważając, że sytuacja jest mocno niedwuznaczna, wspominając nawet coś o pohańbieniu, pojechała do swojego ojca, który od niedawna pracował na Śląsku w Strumieniu. Przed wyjazdem jednakże „zdążyliśmy ustalić”, że należy rodzicom zakomunikować o naszych zaręczynach.
Moi rodzice przyjęli tę wiadomość z olbrzymią dezaprobatą, lecz do mnie nie docierały żadne argumenty. Stosunkowo szybko jednak zrezygnowali z prób tłumaczenia, błagania, perswazji. Zdołali jedynie przekonać mnie abym odstąpił od natychmiastowego ożenku i odczekał chociażby parę miesięcy.
„No trudno, niech już i tak będzie. W sumie mógłby trafić gorzej” – ten kompromis-aprobata, uzgodniony w czasie tajnej narady rodzinnej dotarł do mnie po pewnym czasie.
No i faktycznie – co by powiedziały panie doktorowe czy sędziostwo gdybym tak chciał się ożenić z Helą – pracownicą Cukrów Nyskich.
W zasadzie, co mi mogło grozić w wypadku gdyby rodzice nie wyrazili zgody?…. Nic! – Irenka kończyła medycynę i wkrótce miała zacząć pracować, a jej ojciec, w razie potrzeby, obiecał finansową pomoc.
W ogóle to zazdrościłem mojej ukochanej autorytetu, jakim cieszyła się w kręgu swojej rodziny. Do tego stopnia ją kochano i uwielbiano, że niedorzecznością stawała się nawet myśl by ktoś, lub coś, mogło stanąć na drodze jej szczęścia. Wszyscy z zachwytem mówili o przyszłym małżeństwie.
Irenka okazywała olbrzymie niezadowolenie z odkładania terminu stanięcia na ślubnym kobiercu. Planując, w pierwszych dniach nadchodzących wakacji uroczyste zaręczyny, oświadczyła z ironicznym uśmiechem: „Jak ty chcesz czekać, to sobie poczekasz! Ja czekać mogę.”
Nie oznaczało to jednak: „Jak kocha to poczeka” i w związku z tym nie przyjechała do Nysy na zaplanowane sobotnie spotkanie. Dodzwonić się do niej również nie mogłem. Po tygodniu, gdy spotkało mnie identyczne rozczarowanie, poprosiłem ojca (poprosiłem to najdelikatniejsze określenie; musiałem błagać i przyrzekać różne rzeczy), aby pożyczył auto.
Wieczorem pojechałem do Wrocławia. Irenki jednak nie zastałem. Zaparkowałem samochód na Wybrzeżu Wyspiańskiego tak, aby móc z pewnej odległości obserwować wejście do jej domu.
Nad Odrą przechadzały się zakochane pary, robiło się coraz ciemniej, a ja czekałem w napięciu. Chciałem już jechać do Jurka, mógł przecież coś o siostrze wiedzieć, może zostawiła mu jakąś wiadomość, gdy niespodziewanie zobaczyłem nadchodzącą z wolna ukochaną. Wybuch radości stłumił widok wysokiego faceta, który jej towarzyszył. Przed drzwiami wejściowymi pożegnalny pocałunek przedłużał się, po czym moja ukochana, ze zwiewną lekkością rozpłynęła się w ciemnościach korytarza.
W pierwszej chwili chciałem pobiec za jegomościem. Szybko doszedłem jednak do wniosku, że konwersacja, przy tak różnych fizycznych warunkach, nie mogłaby przebiegać według mojego scenariusza. Pozostawało oczekiwanie na wyjaśnienia Irenki.
– Przygotowywałam się, wspólnie z kolegą, do egzaminu z interny. Wiesz, że za niecały tydzień mam termin.
Pozostałe wątpliwości rozwiane zostały namiętnymi pocałunkami i harmonijnym falowaniem sprężynowych materacy. Na noc nie mogłem jednak pozostać. Co by pomyślała właścicielka mieszkania – siostra profesora? Poszedłem więc przespać się do Jurka.
Jurek mieszkał wspólnie ze swoim starszym bratem Zbyszkiem. Jeden studiował na AWF-ie, drugi na Politechnice. Jurek od początku okazał się wspaniałym kumplem, z czego zrodziła się później głęboka przyjaźń, natomiast Zbyszek utrzymywał zawsze pewien dystans. Zaskoczyła mnie jego bezpośredniość przy pierwszym spotkaniu: „Nic nie mam przeciwko tobie, ale uważam, że ty i moja siostra to niedobry pomysł.”
Nie rozumiałem o co mu chodzi i nie chciałem zrozumieć, bo w sumie, mało obchodziło mnie co myślał ten mój przyszły szwagier.
Schreibe einen Kommentar